800 lat i co dalej? Młyn Maria dawniej i dzisiaj

Młyn Maria to prawie 800 lat historii. Wielokrotnie zmieniał właścicieli, wielokrotnie go przebudowywano. W XIX wieku przezywał swoje prosperity. Przetrwał Powódź Tysiąclecia i okres PRLu. Dziś budynek pomiędzy centrum miasta a Ostrowem Tumskim straszy odrapanym tynkiem i nie wiadomo, co z nim dalej będzie.

Młyn ma wiele imion   

Pierwszy młyn w miejscu dzisiejszego Młyna Maria powstał w 1242 roku. 12 lat później sprzedano go jednemu z wrocławskich zakonów. W ciągu tych 12 lat młyn trzykrotnie zmieniał nazwę. Powstał jako młyn Arnold, żeby szybko stać się młynem Klara. Sprzedano go już jako Młyn Maciej. Zakonnicy cieszyli się nim zaledwie 13 lat. W 1267 roku książę Wrocławski oddał go wójtowi wrocławskiemu i tu znowu zaczyna się problem z młynem. Nie bardzo wiadomo, który książę, któremu wójtowi.

Księciem formalnie był Henryk IV Probus. Rzecz w tym, że w tym czasie miał około 10 lat i mieszkał w Pradze, a Wrocławiem rządził jego stryj Władysław. Z tym, że Władysław księciem wrocławskim nie był. Pełnił funkcję arcybiskupa Salzburga leżącego około 500 kilometrów od Wrocławia.

W XIII wieku taka podróż mogła trwać około dwóch tygodni. Podobnie ma się sprawa z ówczesnym wójtem Wrocławia. Prawdopodobnie młyn otrzymał wójt Henryk. Starszy czy Młodszy nie wiadomo. Wiadomo, że w ciągu ćwierćwiecza młyn doczekał się czwartej nazwy – Wójtowski. W kolejnych latach nazywano go młynem Bożego Ciała, Mariackim, Feniks czy Maria. W Encyklopedii Wrocławia całość pojawia się jako Młyny Maria i Feniks.

Kiedy młyn płonął, kiedy go budowano i ile tych młynów było?

Zaczyna się tutaj też inny problem: ile właściwie tych młynów było? Na Wyspie Piastowskiej stał sobie wspominany młyn wielu imion. Na sąsiedniej wyspie również musiał funkcjonować młyn, połączony z obecnym Młynem Marią. Wiadomo, że w 1288 spłonął. Skoro spłonął to wcześniej musiał zostać wybudowany i – najprawdopodobniej – przynajmniej przez jakiś czas działać. I tu pojawia się ciekawostka. Wzmianki o budowie młyna Bożego Ciała, który miał sąsiadować z dzisiejszym Młynem Maria wspominają, że wybudowano go w 1333 roku czyli 45 lat po tym jak spłonął. Możliwości są dwie: albo data pożaru jest przesunięta, albo rzekoma budowa dotyczyła kolejnego młyna w tym samym miejscu.

Jakkolwiek by nie było, w 1352 roku stały już tutaj dwa młyny. Dlaczego akurat ten rok jest istotny? Ponieważ wówczas można budowle wycenić. Nie bardzo wiadomo, w jaki sposób starszy z młynów znalazł się w rękach mieszczanina Mikołaja z Nysy. Co ciekawe, nie należał on do starych wrocławskich rodów, jego rodzina przybyła do Wrocławia, gdzie szybko się dorobiła. Młyn odkupiła po 1314. Czy kupił go Mikołaj, czy któryś z jego przodków – jak to zwykle w historii średniowiecznego Wrocławia bywa – nie wiadomo?

Ale powróćmy do wyceny młynów i ich sprzedaży. Mikołaj sprzedał Marię za 237,5 grzywien, czyli około 42 kilogramów srebra. Była to kwota, za którą można było kupić mniej więcej 170 koni, albo 1900 krów. Albo ponad 700 niewolników – bo w tamtym okresie też byli na sprzedaż. Koszty, mimo że wydają się ogromne, nie były tak wielkie. Kiedy sto lat później młyny tylko remontowano, kosztowało to 1000 grzywien.

Zakony i amerykańskie nowości

Młyn od Mikołaja z Nysy kupił wrocławski klasztor Kanoników Regularnych. Nowszy z młynów, ten północny mniej więcej w tym samym czasie przejęli Joannici. Po upadku idei krucjat rozeszli się oni po Europie i – jak przystało na nowoczesnych rycerzy – wzięli się za robienie pieniędzy, przy czym nie gardzili mieszczańskimi, a nawet plebejskimi źródłami dochodu. W XVII wieku całość przejęli augustianie. Różne zakony posiadały młyn przez prawie 500 lat. W 1810 przeszedł na własność państwa Pruskiego. Wówczas zaczął się okres prosperity.

Kiedy Prusy doszły już do siebie po Wojnach Napoleońskich, zaczęły się modernizacje młynów. Budynek przebudowano w stylu klasycznym, dobudowano spichlerz i drewniany most, który je połączył. W połowie stulecia miasto znowu postanowiło je unowocześnić. Sprowadzono amerykański system mielenia zboża. W tamtych czasach było to jedno z najbardziej nowoczesnych rozwiązań.

Szybko rozpoczęto następne prace. Niespełna 30 lat po poprzedniej przebudowie młyn znowu zaczęto zmieniać. Między innymi podwyższono go do pięciu kondygnacji, a na kolejne zmiany nie trzeba było długo czekać. Na przełomie XIX i XX wieku zmodernizowano koła wodne i większość urządzeń mechanicznych. Umocniono też nabrzeże i rynny wodne. W efekcie Maria była jednym z najnowocześniejszych i najbardziej efektywnych młynów w regionie.

Zniszczenia, powódź, konflikty

Po II Wojnie Światowej młyn wciąż działał napędzany wodą z Odry. Jeden młyn, bo wtedy już całość nazywano Marią. Wszystko pracowało aż do lat 60. Wtedy zdecydowano się na elektryfikację. Zabytkowe urządzenia wodne zdemontowano. I bynajmniej nie otrzymało ich żadne muzeum, po prostu je zniszczono. Władze PRL ogólnie nie obeszły się zbyt łaskawie ze starym budynkiem. Wielokrotnie go przebudowywano, a większość dawnych maszyn po prostu usunięto. Z czasem w młynie urządzono mieszkania.

Ciężko z młynem było też w 1997roku. Fakt, że młyn stoi na filarach nad Odrą jest ewenementem i nadaje mu malowniczy charakter. Jednak w czasie Powodzi Tysiąclecia wokół filarów zaczęły gromadzić się konary drzew i inne przedmioty niesione przez wodę. Wszystko groziło zatorowaniem rzeki i wylewem w stronę zabytkowej Wyspy Piasek. Zastanawiano się nawet nad wysadzeniem całej budowli, ale zaprotestowali mieszkańcy. Skończyło się dość łagodnie – zburzono kawałek muru przy młynie i wielką wodę puszczono w kierunku zalanej już Wyspy Słodowej.

Obecnie nie wiadomo co zrobić z Młynem Maria. Znalazł się nawet inwestor, który chce zrobić tam luksusowy hotel. Budynek został sprzedany razem z lokatorami i niestety znowu doszło do konfliktu. Wciąż trwa sprawa przyznania im mieszkań zastępczych. Miasto miało nadzieję, że wszystko uda się rozwiązać jeszcze przed Euro. Niestety, jeden z piękniejszych budynków we Wrocławiu wciąż straszy odpadającym tynkiem i zardzewiałą nazwą.