Fotografik, który wypił wodę ze źródła Odry

Wśród wielu uzdolnionych artystów urodzonych we Wrocławiu jest jeden, który nazywa siebie patriotą dzikiej przyrody nadodrzańskiej. Mikołaj Nowacki, fotograf i prawnik. Ale nie zwykły fotograf i nie zwykły prawnik.

Jako prawoznawca interesował się międzynarodowym prawem kosmicznym, który na polskie warunki wydaje się tyleż egzotyczne, co pasjonujące. Być może ta dziedzina wiedzy wkrótce przeżyje swój renesans w kraju, który należy przecież do ONZ i ma nawet w planach duże projekty kosmiczne. Nowacki podczas pisania doktoratu zmienił jednak zainteresowania i z niezwykłego prawnika przebranżowił się na wyjątkowego fotografa.

W wieku 27 lat odkrył książkę Szkoła fotografowania z National Geographic, która stała się wstępem do jego nowej kariery. Dostał się na organizowaną przez „Gazetę Wyborczą” Akademię Fotografii, gdzie nauczył się fachu i natychmiast otrzymał pracę we wrocławskim wydaniu „Gazety”. Mówi, że właśnie tam nauczył się czym jest fotofelieton i zaczął zwracać uwagę na kontekst dziennikarski, gdzie liczy się również podanie imion i nazwisk bohaterów zdjęć.

Odra widziana z Mostu Bartoszowickiego, Wrocław 2010. www.mikolajnowacki.com

Odra widziana z Mostu Bartoszowickiego, Wrocław 2010. (www.mikolajnowacki.com)

Potem było już z górki – jak możemy ocenić z perspektywy czasu. W 2006 roku zrealizował projekt o ćwiczeniach wojskowych na statkach, który zyskał przychylność u Martyny Wojciechowskiej, redaktorki naczelnej magazynu „National Geographic”. Szybko opublikowany, okazał się najlepszym materiałem „NG” w danym miesiącu na całym świecie, otrzymując nagrodę Best Edit. Od tego momentu został stałym współpracownikiem globalnego czasopisma oraz „NG Traveler”.

Pasmo sukcesów wydaje się nie mieć końca. Został finalistą Grand Press Photo w 2009 roku, w 2010 r. otrzymał już w tym konkursie trzecią nagrodę, został również zauważony przez jury w kolejnych latach, ostatnio w 2014. Ponadto zdobywał wszystkie miejsca na podium w BZWBK Press Photo: drugie miejsce w 2009, pierwsze w 2010 i 2014, oraz trzecie (w innej kategorii) również w 2014. Autorska wystawa foto-eseju „Odra” miała swoje miejsce w 2013 roku w VII Gallery w Nowym Jorku. Oprócz tego zdjęcia Nowackiego pokazywane były na festiwalach fotograficznych w Chinach, Meksyku, Nowej Zelandii, Kambodży i Korei Południowej.

Skąd wzięło się szczególne umiłowanie Odry? Nauczyciel i przyjaciel Nowackiego, Tomasz Tomaszewski (odznaczony w 2009 roku Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”) zachęcił go do zajęcia się swoją pasją. Odpowiedział bez namysłu, że zawsze fascynowała go woda. Od dzieciństwa spędzał czas nad Odrą. W pobliżu rzeki przeżył także okres licealny i studia. – Moje życie jest bardzo związane z Odrą. Jako dziecko bawiłem się na jej brzegach i marzyłem o podróży barką. Później, w liceum, chodziłem wiele kilometrów wzdłuż Odry jako ornitolog amator, wypatrując ciekawych gatunków ptaków. Brzegi Odry były wspaniałym miejscem na randki i na rowerowe wycieczki – tłumaczy w kwestionariuszu „Press”. Jako prawnik z wykształcenia, a więc znawca tematu, dodaje: – Zawsze bolało mnie i do dziś boli i wkurza fakt, że jest tak wiele cudownych, dzikich miejsc, które nie są chronione lub ich ochrona prawna jest bardzo powierzchowna.

Odra wypływająca z Wrocławia. Widok z żurawia na placu budowy Mostu Rędzińskiego, Wrocław 2012. (www.mikolajnowacki.com)

Odra wypływająca z Wrocławia. Widok z żurawia na placu budowy Mostu Rędzińskiego, Wrocław 2012. (www.mikolajnowacki.com)

Początkowo interesował się wrocławskim odcinkiem Odry. Fotografował przede wszystkim ludzi związanych z rzeką, jak wioślarzy, ale również ludzi pracujących i wypoczywających nad rzeką czy bezdomnych mieszkających nad rzeką. Zaprzyjaźnił się z kapitanem żeglugi śródlądowej i zaczął z nim pływać na barce. Jako młody chłopak żeglował w harcerstwie wodnym, więc doświadczenia z wcześniejszych lat na pewno wpłynęły na percepcję dorosłego już fotografika.

Nie zaprzestał na Wrocławiu. Zaczął robić zdjęcia wzdłuż całej Odry. W jego portfolio znajdziemy rzekę w Szczecinie, Siechnicach, Gajkowie, Krośnie Odrzańskim czy Kędzierzynie-Koźlu. Ostatnio nawet stworzył reportaż o życiu nad Mekongiem w Laosie. Podkreśla, że przed oczami cały czas miał polskie wybrzeża z lat osiemdziesiątych. Przemierzając zaś wyspę Tiritiri Matangi miał wrażenie, że fotografuje Odrę. Graniczna rzeka odcisnęła na artyście widoczne piętno.

Często myślę o przyszłości Odry. Bardzo ważne jest zachowanie dzikości brzegów, tych gęstych krzaków i wznoszących się nad samą wodą koron drzew tworzących klimat rodem z Amazonki. Tych dawno zwalonych, próchniejących pni, oczek wodnych i zarastających starorzeczy. Wystarczy, że przekroczymy granicę z Niemcami – tam już tego nie ma, brzegi są wygolone niczym pola golfowe – mówi w wywiadzie dla lokalnej „Wyborczej”. Uważa, że dzika przyroda to jeden z naszych skarbów narodowych i marzy mu się zupełnie czysta Odra.

Jako domknięcie swojej historii fascynacji rzeką uważa wypicie wody ze źródła Odry w Czechach. Zainteresowanie rozwija się jednak dalej. Zastanawia się nad kolejnym cyklem, w którym przedstawi rzekę od strony tego, co dzieje się na jej brzegach. Odra się zmienia z roku na rok, a Nowacki jest jednym z tych fotografów, który na pewno będzie towarzyszyć jej w zmianach.

Odra niedaleko Gajkowa, 2010. (www.mikolajnowacki.com)

Odra niedaleko Gajkowa, 2010. (www.mikolajnowacki.com)