Miasto stu mostów: jak przesunięto most Zwierzyniecki

Złomiarze w Turcji ukradli most. Czyn miał poruszać nie tyle pod kątem moralnym, co inżynieryjnym. Jak ukraść most? U nas mosty przenosiło się już w XIX wieku, w ciągu kilku godzin. I nikt nie robił z tego powodu wielkiej afery.

Pierwszą przeprawę w tym miejscu otwarto około 1655 roku. Most był, jak to zwykle w tych czasach bywało, z drewna. I stał sobie most spokojnie nazywany czasem Szczytnickim, a czasem Ceglanym. Pierwsze pochodziło od pobliskiej wsi Szczytniki, drugie od pobliskiej cegielni na Biskupinie. Tak było do 1704. A w 1704 wybuchła w mieście dżuma.

W czasie dżumy panuje wątpliwy moralnie, ale bardzo praktyczny zwyczaj oddzielania zarażonych od zdrowych. Tak samo było we Wrocławiu na początku XVIII wieku. Sporo pomogła w tym Odra, stanowiąca naturalną barierę dla zakażonych. Sporo zaszkodziły mosty, po których rzeczeni zakażeni mogli do miasta jednak wejść. Sprawę rozwiązano sposobem starym jak mosty – ustawiono punkty kontroli. Jeden z nich powstał właśnie na Moście Zwierzynieckim sprawiając, że stał się Mostem Przepustkowym czyli Passbrücke. Nazwa pochodzi od specjalnych przepustek dla zdrowych mieszkańców miasta, które sprawdzali żołnierze stacjonujący na moście.

Władzom miasta bardzo spodobało się kontrolowanie podróżnych. 37 lat po epidemii dżumy most wraz z całym Wrocławiem zabrali Austriakom Prusacy. A rogatki zostały i trwały tak aż po XIX wiek. Tak samo jak cały most, który przetrwał prawie 250 lat.

Tuż przed początkiem XX wieku, w 1895 roku zdecydowano, że Passbrücke zasłużył sobie wreszcie na emeryturę i pora postawić nowy most. Rzecz w tym, że w omawianym okresie Wrocław liczył sobie prawie 400 tysięcy mieszkańców a Biskupin, w kierunku którego prowadził most, był wielką i liczną dzielnicą miasta. Zamknięcie przeprawy na okres budowy nowego mostu zatamowałoby pozostałe i znacznie utrudniło komunikację w mieście. Ale i na to znalazł się sprytny sposób.

Mostowi Przepustkowemu przedłużono wiek emerytalny i postanowiono wykorzystywać go do czasu powstania nowego. Trzeba go było tylko przesunąć, żeby na budowę tegoż nowego zrobić miejsce. No i most przesunięto. O dobre 30 metrów. W ciągu kilku godzin!
   
Nad planami mostu pracowało dwóch ludzi – architekt Karl Klimm i radca budowlany Richard Plüddemann. Ten ostatni był wrocławskim radcą budowlanym przez 23 lata. Czytelnicy wroclawnadodra.pl mogą go pamiętać jako jednego z twórców Mostu Grunwaldzkiego. Tego, który rzekomo popełnił samobójstwo bojąc się katastrofy swojego dzieła. A Karl Klimm kojarzony jest bardziej z Wieżą Ciśnień przy ulicy Wiśniowej, czy schroniskiem na Ślęży. Ale i z mostami sobie radził. W tym samym czasie, co Zwierzyniecki, budował też most Osobowicki. Zdolni ci niemieccy inżynierowie.

Budowa trwała dwa lata, do 1897 roku. Most nazwano Tierbrücke, czyli Most Zwierzyniecki. Jeżeli spojrzy się na bliskość działającego już wówczas ogrodu zoologicznego to do domyślenia się genezy nazwy, wybitnych zdolności językowo – logicznych nie potrzeba. Most ozdobiono tabliczką z napisem: Drewniany spoczywałem przez stulecia nad leniwymi wodami. Teraz z żelaza i kamienia zdobię żeglowny szlak oraz datami 1655 – 1897, które upamiętniały pierwszy most w tym miejscu.
   
Jak większość mostów wrocławskich, tak samo Zwierzyniecki miał swój epizod w czasie II Wojny Światowej i oblężenia Festung Breslau. Ówczesne wojskowe władze miasta spodziewały się, ze Armia Czerwona zaatakuje od wschodu. Spodziewano się natarcia z kierunku Bartoszowic, Biskupina i Sępolna. Aby je spowolnić, most miał zostać wysadzony. Założono nawet ładunki wybuchowe. Rosjanie zaatakowali jednak od południa i most ocalał.
   
Obecnie w pobliżu Mostu Zwierzynieckiego znajduje się Przystań Zwierzyniecka. Jest ona jednym z centrów wycieczkowej żeglugi po Odrze i wynajmu statków na imprezy. Z przystani wychodzą trzy szlaki żegulgowe: Górną Odrą w stronę Wyspy Opatowickiej, Starą Odrą do Stopnia Wodnego Psie Pole i w kierunku centrum miasta. Więcej o historii żeglugi we Wrocławiu przeczytać można tutaj.

W listopadzie zeszłego roku Most Zwierzyniecki znowu był nieczynny. Chociaż nagłówki serwisów informacyjnych głosiły, że most „odpocznie” od samochodów i autobusów, pieszym też zakazano wstępu. Wyłączono też jego okolice, z wybrzeżem Pasteura włącznie. Nie chodziło bynajmniej o żaden remont ani ryzyko bomby. Na moście kręcono film – Hiszpankę Łukasza Bralczyka. Thriller o Powstaniu Wielkopolskim. Na premierę będziemy musieli poczekać jeszcze około pół roku. Planowana jest na 27 grudnia.

A sam most? Jest jednym z punktów na trasach wycieczkowych do Ogrodu Japońskiego, Zoo, Hali Stulecia czy Wybrzeża Pasteura. I wciąż czeka na remont…

 

Sławomir Czarnecki