Miasto stu mostów: Przez Odrę za cztery fenigi

Opłaty za wjazd do centrum to już standard w większości europejskich miast. Ostatnio zaczęło się mówić o podobnym pomyśle we Wrocławiu. Nie jest to nic dziwnego. Jeszcze sto pięćdziesiąt lat temu trzeba było zapłacić za przejazd Mostem Pokoju. Tyle, że wtedy opłata wynosiła cztery fenigi, most nie nazywał się Pokoju, a Wrocław podlegał władzy cesarza.

Przeprawa i drewniana kładka pod naporem lodu

Odcinek Odry pomiędzy dzisiejszym Muzeum Narodowym i Urzędem Wojewódzkim, a tyłami Ostrowa Tumskiego i nową Biblioteką Uniwersytecką od zawsze był istotny. Zanim przerzucono pierwszy most, funkcjonowała tutaj przeprawa. Łączyła Städtlicher Holzplatz i Sand-Stadtteil. Pierwsze można tłumaczyć jako „miejski plac drzewny”. Tak przynajmniej funkcjonuje na planie Redekera z 1847 roku. O tym, czy handlowano tam drewnem i czy przeprawa służyła do jego transportu, nie wiadomo. Sand-Stadtteil z kolei to dosłownie Przedmieście Piaskowe. Przed 1945 rokiem tym określeniem nazywano tereny obejmujące między innymi Szczytniki, Zalesie, Ostrów Tumski czy dzielnicę akademicką.

Taki stan trwał praktycznie do połowy XIX wieku. Wtedy na miejscu przeprawy powstał pierwszy most. Była to w rzeczywistości drewniana kładka należąca do zakonu Paulinów. Opłata za przejście przez most wynosiła cztery fenigi. Dla porównania – w tym samym okresie robotnik mógł zarobić nawet 3-4 marki dziennie (jedna marka to 100 fenigów). Mógł więc przejść się przez kładkę w tę i z powrotem nawet 50 razy. Chyba, że miał inne zajęcia. Stąd też pochodziła nazwa – Most Czteropfenigowy, czyli Vierpfenigbrücke.

Kładka wytrzymała około 25 lat. Ustąpiła pod naporem lodu. Most co prawda się nie zawalił, ale uszkodzenia były tak duże, że nie można było z niego korzystać. Miasto zdecydowało się wybudować nowy most – tym razem sporo stabilniejszy i ogólnodostępny.

Zjednoczone Niemcy i patron podróżnik, który podziwiał Żydów

Nowy most otwarty został w 1875 roku. Było to już po zjednoczeniu Niemiec i powstaniu Cesarstwa Niemieckiego. Konstrukcja wpisywała się w panujący wówczas we Wrocławiu monumentalny historyzm. Cesarstwo odrodzone po pięciu wiekach potrzebowało dowodów swojej potęgi. Stalowy most oparty na czterech kamiennych filarach idealnie wpisywał się w tę ideę. Miał ponad 116 metrów długości.

Istotna była też kwestia nazwy. Cesarstwo chciało wyrazić niemieckiego ducha i podkreślać swoje korzenie. Zdecydowano się na Gottholda Ephraima Lessinga. Był on XVIII-wiecznym myślicielem i dramatopisarzem niemieckim. Lessing urodził się w Saksonii, mieszkał w Miśni, Lipsku, Berlinie i Hamburgu, a zmarł w Brunszwiku. Był więc idealnym patronem mostu zbudowanego przez nowe, zjednoczone Niemcy. Drobnym zgrzytem jest tylko fakt, że często nie zgadzał się z typowo niemieckimi ideałami, a za na najinteligentniejszy i najbardziej tolerancyjny naród uważał Żydów.

Most Lessinga zaprojektował Alexander Kaumann, ale konstruktorem był Johan Wilhelm Schwendler. Pokazywało to rangę inwestycji. Schwendler był genialnym inżynierem, który wynalazł między innymi sposób na budowanie mostów i dachów stosowany na całym świecie przez około 400 lat.

Całość przetrwała do końca II Wojny Światowej, czyli dokładnie 70 lat. W czasie walk o Festung Breslau uszkodzone zostały dwa środkowe filary mostu. Naprawa okazała się być zupełnie nieopłacalna, dlatego miasto postanowiło postawić całkiem nową konstrukcję. Trzeba było na nią czekać jednak ponad 13 lat.

Dziurawe mosty i pomniki których nie ma

Po wojnie Most Lessinga nie stanowił priorytetu w odbudowie miasta. Istotne znów okazały się kwestie propagandowe. Tuż obok znajdował się dużo okazalszy i lepiej zachowany Most Cesarski. Po wojnie Polska potrzebowała dowodów na przyjaźń z Rosją i wielowiekową tradycję walk z Niemcami. W ten sposób Most Cesarski, na pamiątkę bitwy sprzed 500 lat, w której Dolnoślązacy walczyli po stronie Krzyżaków stał się Grunwaldzkim i okazał się priorytetowy w odbudowie.

Sam Most Lessinga stał się Mostem Staromiejskim. Mimo sporych uszkodzeń wystarczał do poprowadzenia tamtędy ruchu pieszego. Taka sytuacja trwała dwa lata, w czasie których odnawiano Most Grunwaldzki. Brak informacji na temat wypadków związanych z korzystania z mostu, którego dwa z czterech filarów leżały na dnie Odry.

W międzyczasie konstrukcję przemianowano na Most Wojewódzki. Biorąc pod uwagę bliskość budynku Urzędu Wojewódzkiego, decyzja nie była dla ówczesnych Wrocławian zbytnim zaskoczeniem. Okaleczony most nadal służył pieszym.

Ruina straszyła przez 13 lat. Dopiero w 1958 rozebrano to, co z niej zostało. Nowy most otwarty został z wielką pompą 11 maja 1959 roku. Była to kulminacja ówczesnych Dni Wrocławia.

Most przemianowano na Most Pokoju w 1966 roku. Sam Minister Spraw Zagranicznych PRL Adam Rapacki wmurował tablicę pod „Pomnik Powrotu do Macierzy Ziem Zachodnich i Północnych”. Biorąc pod uwagę, że w tym samym roku PRL dumnie obchodził 1000-lecie Państwa Polskiego, nie byłoby w tym nic dziwnego. Gdyby nie pewien drobny fakt… Tablica upamiętniająca pomnik została. Pomnik nigdy nie powstał.

Sławomir Czarnecki