Woda z mózgu, czyli garść zabobonów w płynie

Spluń przez lewe ramię i dopiero przeczytaj – tylko wtedy unikniesz uroku postrzegania świata na opak. Naukowcy podobno udowodnili – myślimy czasem logicznie, a czasem magicznie. Magicznie wtedy, kiedy nie umiemy sobie czegoś wytłumaczyć. Uaktywniają nam się wtedy obwody w lewej półkuli mózgu i wyczarowujemy zabobony, szukając związków między przyczynami a skutkami.

Najgorzej mają kobiety, dzieci, żeglarze, zwierzęta, właściwie wszyscy mają najgorzej. W końcu składamy się z niej w ponad sześćdziesięciu procentach i żyjemy przy, na, pod czy w niej. A gdzie woda, tam może być i pech. No to uwaga.

Na wodę podobno uważać muszą ciężarne. Jak taka brzuch sobie wodą przy zmywaniu naczyń pochlapie, to aż strach pisać, co z dziecka wyrośnie. Jeszcze większy strach nawet pomyśleć, co będzie, jak przejdzie przez kałużę albo wywiesi mokre pranie. Niestety, to nie koniec straszenia.
 
Jak tego ustrzec się uda, babcie dalej dopowiedzą – jak dziecko wodą święconą niepochlapane, to z domu wyjść na krok nie można. Młode matki muszą też pamiętać, że jak kąpią dziecko po zmroku, to wodę można wylać dopiero rano. Inaczej nieszczęścia, zgryzoty i pech do końca życia.

Szczęście przynoszą za to dziewice. Jak taką wędkarz złapie za kolano, to wyłowi potem za dwóch. A jak taka potrze piętę masztu, to i żeglarzom się poszczęści. A że u tych ostatnich spore skłonności do pecha, to każde pocieranie się przyda. Bo jak się któryś zapomni i z radości zagwiżdże albo stuknie na toast z kolegą z wachty, to murowany sztorm, a jak odpali papierosa od świecy, to gdzieś zginie marynarz. Pechowy rejs też będzie, jak na pokład dostanie się futro. Dlatego papugi tak,ale koty już nie.

Nie też dla duchownych, którzy z jednej strony niosą święconą wodę, ratującą od uroków, ale z drugiej – mogą iść z pustymi wiadrami. A to i sztormem grozi, i kiepskim połowem, dlatego ludzi w sutannach przy brzegu wystrzegać się muszą i marynarze, i wędkarze. Chociaż ci ostatni i tak sytuację mają nieciekawą, bo wiatr od Szweda, ryby nie da, wiatr ze wschodu, ryba chodu, wiatr z południa, wielka studnia, wiatr z zachodu, ryba nie czuje głodu, a kiedy wiatru nie ma, to ryby zwyczajnie mają lenia.

Żeby się ustrzec uroków, można skorzystać z kilku sztuczek. Po pierwsze, trzy razy splunąć przez lewe ramię. W ślinę wierzyli już starożytni Rzymianie, bo to według nich leczyła i dodawała sił. Niektórzy plują na pierwszy zarobiony pieniądz, ale tylko niektórzy, bo reszta od razu go wydaje i może to dlatego zarabiamy zawsze za mało. Chociaż niektóre babcie powiedzą, że to dlatego, że mężczyźni są niegospodarni. Bo nieopuszczanie klapy w sedesie pozwala pieniądzom swobodnie odpływać.

A może dzieje się tak przez to, że właśnie – na szczęście – pieniądze wyrzucamy. Myśląc oczywiście magicznie, nie logicznie. Wrzucamy monety do fontann w miejscach, do których chcemy wrócić. To z kolei po Grekach, którzy składali dary bogom zamieszkującym wody. Kilka groszy wrzuca się też do nowej studni, żeby nie wyschła.

Woda może szczęście przynieść. Wiadomo, że to przecież diabeł się boi święconej, a kot, też ten czarny, przed którym trzeba spluwać, tej zwykłej. My wierzymy w jeden przesąd, że kto chociaż raz do roku nie pogrilluje przy rzece, nie pogra w piłkę, czy nie wypije piwa, ten będzie miał kiepski cały rok, a na pewno źle to wróży naszym wakacjom. Zwłaszcza, że przy rzece najwięcej drzew, a to w nie dla uroków najlepiej odpukiwać w niemalowane. To już chyba koniec wyliczanki. Uff.

Olga Bierut